Niedziela Chrztu Pańskiego, Rok B

opublikowano w: Lectio Divina | 0

Mk 1, 6b-11

 

Jan Chrzciciel tak głosił: Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym. W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie. A z nieba odezwał się głos: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie.

 

Jak przez czas Adwentu, tak i na końcu liturgicznego okresu Bożego Narodzenia, słyszymy rozlegający się głos Jana Chrzciciela. On ciągle i bez wytchnienia wskazuje na Jezusa – Tego, który idzie a nim i niesie w darze Ducha Świętego. To Nim mamy być „ochrzczeni” – On nadaje moc sakramentalną wodzie użytej przy naszym Chrzcie świętym i sam zamieszkuje w naszych sercach, by prowadzić nas ku pełnemu zjednoczeniu z Najświętszą Trójcą w życiu przyszłym.

Dzisiejsza perykopa dyskretnie objawia rąbek tajemnicy jedności Trzech Osób Boskich. Chrzest Pański to objawienie Ojca, Syna i Ducha Świętego – tego Misterium odwiecznej Miłości. A objawia się ono tak zwyczajnie – oto przychodzi do Jana Jezus z jakiegoś zapadłego miasteczka w na wpół pogańskiej Galilei. Tak po prostu. Stanął w wodach Jordanu jak jeden z tych tysięcy ludzi, którzy każdego dnia przychodzili do Chrzciciela…

Bóg przychodzi bowiem wbrew pozorom bardzo „zwyczajnie”. Wchodzi cały w naszą rzeczywistość, by być jak najbliżej nas – bliżej niż my sami siebie jesteśmy. Jego miłość do nas jest tak nieskończenie silna, że pragnie zasmakować w pełni tego, czego i my doświadczamy, niejako oddychać w rytmie naszego oddechu. Ten, któremu i my nie jesteśmy godni odwiązać rzemyka od sandałów, sam pochyla się by obmyć nasze stopy… Pozwala, by Jan Go ochrzcił nie dlatego, jakoby tego potrzebował, ale by wejść w śmierć naszego grzechu i z samego środka nicości, rozpaczy i braku nadziei wyprowadzić życie i zbawienie.

Przeżywając tajemnicę przyjścia Pana w ciele, którą kontemplujemy w czasie Bożego Narodzenia, staramy otworzyć się na zrozumienie tego, czego dokonał dla nas Bóg. Oczywiście na tym świecie nie jesteśmy w stanie tego objąć, a i wieczność będzie ciągle nowym, wciąż pogłębiającym się zachwytem i uwielbieniem tego misterium. Życie wiary to jednak droga skierowana w stronę głębszego poznania Boga, który sam nam się objawia i pragnie być poznawany, by dzielić się Miłością, którą sam jest…

Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie – te słowa rozbrzmiewają w kierunku Jezusa, ale są też w dalszym zamyśle skierowane do nas. W Chrystusie Bóg widzi bowiem i przyjmuje całą ludzkość. On jest pierworodnym wobec wszelkiego stworzenia i w Nim wszystko zostało stworzone (por. Kol 1, 15-16) – każdy z nas. Przyjście Boga na świat w postaci bezbronnego Dziecięcia to połączenie Nieba i ziemi, ustanowienie Pośrednika, który jest jednym z nas, a jednocześnie jest Bogiem z Boga, Światłością ze Światłości. Dlatego ludzka natura ma odtąd dostęp do samego Bóstwa, w którym znajduje swoje ostateczne spełnienie, radość, szczęście, miłość, pokój… W Nim bowiem jest życie, którego pragniemy w najgłębszych pokładach naszej istoty.